Swoją przygodę ze Szpitalem Pluszowego Misia dzieci zaczynają od poczekalni. Czekają tam na nie studenci Wydziału Pedagogiki UW, którzy organizują czas przed wejściem do gabinetów. Kiedy po młodych pacjentów przychodzi pani z rejestracji, wszystkie dzieci rzucają się do wyjścia – każdemu spieszy się, by wyleczyć swoją zabawkę.

– Dzieci w późniejszym wieku wiedzą już, że misiowi nie bije serduszko, że nie może złamać pluszowej łapki. Natomiast przedszkolaki doskonale się bawią, a w dodatku potrafią się fantastycznie wczuć w rolę – opowiadają o uczuciach swoich zabawek, nieświadomie mówiąc o swoich – mówi Agnieszka, asystentka w Szpitalu Pluszowego Misia.

W rejestracji opiekunowie pluszowych pacjentów podają na jakie dolegliwości cierpią ich zabawki. Na tej podstawie kierowani są do gabinetów, w których ubrani w lekarskie fartuchy studenci przeprowadzają kompleksowe badanie i diagnozują przypadłość.

– Dzieci wymyślają swoim misiom różne problemy: kłopoty z serduszkami, złamane łapki, bolące głowy. Najbardziej skomplikowanym przypadkiem, z którym mieliśmy do czynienia, było złamanie koła i skrzydła samolotu – śmieje się Robert.

Z prawie wszystkimi przypadkami studenci spotkali się już na zajęciach, jednak czasem dzieci zaskakują ich znajomością chorób.

– W zeszłym roku przyszła do nas dziewczynka i oznajmiła, że miś ma szkarlatynę. Zdębiałem, gdyż to w końcu ja miałem stawiać diagnozę, więc zacząłem pytać, czy jest pewna i jakie konkretnie miś ma objawy. Dziewczynka opisała dokładnie symptomy choroby, łącznie z wysypką i przebiegiem gorączki – opowiada jeden z misiowych lekarzy. – Okazało się, że miała mamę lekarkę i z nią ustaliła, co stało się zabawce – śmieje się student.

Po postawieniu diagnozy, misie kierowane są na specjalistyczne badania. Lekarze mają do dyspozycji USG, RTG, EKG, badania krwi, kontrolę zębów. Wszystko oczywiście odbywa się z czynnym udziałem dzieci.

– Mamy tu klamerki do bielizny, sznurki. Przedszkolak sam może przypinać aparaturę do kończyn misia, znaleźć jego serduszko, by przyłożyć do niego elektrodę – mówi Agata prowadząca gabinet EKG.

Jeśli przypadłość misia okaże się naprawdę poważna, będzie musiał poddać się operacji.

– Zwierzaka, którego specjalista zakwalifikował do operacji, kładziemy na stole operacyjnym. Prosimy dzieci, aby nam asystowały – ubieramy je w specjalne fartuchy operacyjne, zakładamy maseczki chirurgiczne na twarze. Potem przystępujemy do przeprowadzania operacji. Znieczulamy misia tak, żeby poszedł spać, opatrujemy łapy, wybudzamy – opowiada Kasia Baumgart.
– Oczywiście opiekun misia robi wszystko z nami, tak żeby wiedział, że nic złego podczas takiego zabiegu się nie dzieje – dodaje.

Po opuszczeniu gabinetu zabiegowego każdy pacjent otrzymuje receptę, zalecenia lekarskie oraz książeczkę do kolorowania z radami, co robić, by miś był zdrowy.

– Działa ona tak samo, jak operacja czy badanie: ma pokazać dziecku, że jeśli coś jest dobre dla misia, powinno spróbować tego samo – tłumaczy Ala, studentka z „rejestracji”.

Anna Wittenberg
Wiadomości24.pl